Bronco

Bronco – Ford z jajami.

(…) jeśli nie odbiła Ci jeszcze palma, Ford także ma coś dla Ciebie. Nowe Bronco. Terenówkę, która nie boi się wypraw w nieznane.

Czysto teoretycznie, jeśli wziąć dowolny samochód na świecie, służy on w zasadzie wyłącznie do jednego. Przewieźć nas z punktu A do punktu B, we względnym komforcie i relatywnie niedługim czasie. Problemem jednak zawsze była droga łącząca owe punkty. Czy też raczej, całkowity jej brak. To dlatego jeszcze kilkadziesiąt lat temu, producenci oferowali masę samochodów terenowo turystycznych. Mitsubishi Pajero, Nissan Patrol, Toyota Land Cruiser, Land Rover Range Rover, Jeep Cherokee, Grand Cherokee i tak dalej. To były wozy, które w głębokim poważaniu miały wszelkiego rodzaju nieutwardzone drogi czy totalnie dziką przyrodę. Wyposażone w porządny napęd 4×4, blokady mechanizmów różnicowych, ogromny prześwit i solidną konstrukcję opartą na ramie, śpiewająco radziły sobie nawet w najtrudniejszym terenie. Z biegiem czasu jednak, wszystkie one z komandosów, zamieniały się w ciepłe kluchy wyposażone w skóry, klimatyzację, podgrzewanie siedzeń i wielkie tablety. Słowem, SUV’y.

I to nie tak, że nowy Land Cruiser czy Grand Cherokee nie radzą sobie absolutnie w terenie. Radzą, a jakże. Problem jednak polega na tym, że szereg wyposażenia z kategorii komfort jazdy, winduje ich cenę i masę. Z lekkich terenówek przeprawowych, stały się ulubionym środkiem transportu naszych śniadych przyjaciół z Bliskiego Wschodu. Czemu tak się dzieje? Ja widzę w zasadzie dwa powody. Pierwszy to taki, że do co raz większej ilości punktów B, nie mylić z G, prowadzi głaciutki niczym pośladki Waszej dziewczyny asfalt. A nawet jeśli nie asfalt, to przynajmniej utwardzona droga gruntowa, po której przejedzie nawet Qashqai z napędem na jedno koło. Co raz mniej ludzi potrzebuje zatem aut, które kiepsko prowadzą się na ulicy, za to błyszczą w terenie. Po drugie zaś, w naszej kulturze panuje wszechobecna moda na ochronę środowiska. I to rodzi kolejny problem.

Bronco

Wyposażone w porządny napęd 4×4, blokady mechanizmów różnicowych, ogromny prześwit i solidną konstrukcję opartą na ramie, śpiewająco radziły sobie nawet w najtrudniejszym terenie.

Chronić naturę, w dzisiejszym tego słowa znaczeniu, oznacza unikać jej jak ognia. Zakazy wjazdu do lasów, nad rzeki czy jeziora, skutecznie odstraszają potencjalnych klientów terenówek. Zamiast obcować z naturą, napawać się jej pięknem, po prostu omijają ją szerokim łukiem. Z resztą, i tak mają ciekawsze rzeczy do roboty, niż pałętanie się po bagnach w jakimś Defenderze. Dziś jest przecież Netflix, smartfony, YouTube i Facebook. Mało kto decyduje się odłożyć tablet do szuflady, ubrać wodery, wskoczyć w swoje cztery kółka i wybrać się na wycieczkę. Na ekranie smartfona można przecież wędkować, a na Xbox’ie pograć w Forzę. To szybsze, łatwiejsze i tańsze rozwiązanie, niż życie w realnym świecie. Naturę zostawiamy samą sobie, a zamiast odkrywać, cieszyć się jej obrazem, udajemy że o nią dbamy i się troszczymy. Jeszcze jedna hipokryzja, co do której słuszności, wszyscy jesteśmy przecież zgodni.

Dlatego wszystkie auta, którymi realnie można było pobawić się poza utwardzoną drogą, pomalutku zmieniały się w naszpikowane elektroniką kombi na szczudłach. W zasadzie nową, tanią, prostą terenówką z prawdziwego zdarzenia, obecnie jest wyłącznie Suzuki Jimny. Malutki, japoński wynalazek, stworzony właściwie tylko po to, żeby rysować uśmiech na twarzy właściciela za każdym razem, gdy kończy się asfalt. I chwała im za to, a jakże. Tylko co jeśli z jakiegoś powodu nie chcecie Japończyka, albo Suzuki wydaje Wam się aż nadto spartańskie? W zasadzie, skazani jesteście wyłącznie na bezpłciowe SUV’y. Prawda jest jednak taka, że te wszystkie RAV-czwórki, ASX’y, Outlander’y i Forester’y do prawdziwej terenówki mają się tak, jak dzisiejszy dwudziestolatek do komandosa GROM. Obcisłe jeansy, celowo podarte na kolanach, e-papieros w dłoni i głupkowata fryzura. One po prostu nie mają jaj. Z resztą, dzisiejsi „chłopcy” również.

Naturę zostawiamy samą sobie, a zamiast odkrywać, cieszyć się jej obrazem, udajemy że o nią dbamy i się troszczymy. Jeszcze jedna hipokryzja, co do której słuszności, wszyscy jesteśmy przecież zgodni.

Niemniej jednak, taka sytuacja panuje głównie w Europie i niektórych stanach Ameryki. Zarówno jeśli chodzi o kwestię braku terenówek, jak i cohones u ich właścicieli. Lecz wciąż istnieją miejsca na ziemi, gdzie bez terenówki z prawdziwego zdarzenia, z całą pewnością zbyt wiele nie ugracie. Jednocześnie nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, aby chronić ów miejsca przed szkodliwą działalnością człowieka, pobierając rzecz jasna opłaty za wjazd i przy okazji zarabiając na swój byt. W dodatku, wciąż po naszej ziemi chodzą faceci, którzy nie boją się ubrudzić i chcą wybrać się na wyprawę z prawdziwego zdarzenia. W pamięci widzą obrazki z dzieciństwa, gdy biegali po podwórku, umorysani od stóp do głów. Kiedy ta sama telewizja, która dziś karmi nas pseudo-eko-papką, emitowała programy podróżnicze Bear’a Grylls’a, pobudzające wyobraźnię i chęć przeżycia przygody. I właśnie dla takich osób, Ford wskrzesił swój model Bronco.

Bronco

Właściwie historia Bronco jest niemal identyczna, jak w przypadku innych tego typu pojazdów. Pierwszy powstał jako odpowiedź na Jeep’a CJ-5, czyli auto czysto terenowe. Późniejsze generacje rosły, nabierały co raz więcej cech cywilizowanych SUV’ów, wyzbywając się jednocześnie swojego radykalnego, offroad’owego charakteru. W przypadku Bronco, w 1996 r. zakończono jego produkcję, gdyż popyt na dwudrzwiowe terenówki zwyczajnie spadał. Tak jak mówiłem wcześniej, klienci przesiadali się na dobrze wyposażone, wygodne, wymuskane SUV’y. Jednak w 2021 r., dwadzieścia pięć lat od zakończenia produkcji ostatniej generacji Bronco, Ford postanowił wskrzesić swój model. Zwykle w takich przypadkach bywa, że na chciejstwie się właściwie kończy. Ford chyba jednak dostał cenną lekcję przy tworzeniu Mustang’a. Wygląda bowiem na to, że co nieco nauczył się na własnych błędach.

Bronco

(…) ta sama telewizja, która dziś karmi nas pseudo-eko-papką, emitowała programy podróżnicze Bear’a Grylls’a, pobudzające wyobraźnię i chęć przeżycia przygody.

W przypadku Mustang’a, sytuacja miała się podobnie. Klasyczny Pony Car, który z czasem stawał się co raz bardziej miałki i bezpłciowy. Słupki sprzedaży spadały, zainteresowanie modelem także. Ford musiał coś zrobić i zamiast na nowoczesność, postawił na retro-styling. To był strzał w dziesiątkę, a Mustang Mk5 do dziś jest prawdopodobnie najpiękniejszym przykładem ów nurtu retro-styling’u. Sam go z resztą w pewnym sensie zapoczątkował. W jego ślady poszedł Dodge ze swoim Challenger’em, Chevy z Camaro, a później poleciało lawinowo. Dlatego Bronco także został stworzony na tę modłę. Rzecz jasna bebechy ma jak najbardziej dzisiejsze, ale zaprojektowane i opakowane w taki sposób, aby maksymalnie nawiązywały do swoich korzeni. I nie chodzi tu wyłącznie o stylistykę. Raczej o to, co w istocie liczy się w terenówce z jajami. Nowoczesne silniki bowiem, łączone są z kołami za pośrednictwem skrzyni wyposażonej w reduktor z prawdziwego zdarzenia.

Bronco

W połączeniu z pokaźnym prześwitem, stałym napędem na cztery koła i bardzo szerokimi możliwościami personalizacji nadwozia, mówią nam klientom jedno. Ford Bronco to nie jakaś siuśka nie fajerka, jak inne popierdółki. To prawdziwa terenówka, prawdziwy Sport Utility Vehicle. Nowe Bronco ma się czym odpychać, a sam marketing od początku kreowany był w taki sposób, aby zachęcić klientów do czysto offroad’owych zabaw. Mieliśmy spoty z jazdy po hardcore’owych kamieniach, po piachach pustyni, a nawet kojarzę jakiś z krajobrazem wulkanicznym. Biorąc pod uwagę, jak ogromne poruszenie nowe Bronco wywołało, jak wiele entuzjazmu wśród miłośników motoryzacji wzbudziło, rodzi się we mnie iskierka nadziei. Nadziei na to, że pozostali producenci też pójdą podobną drogą. W takim przypadku, istnieje szansa na wysyp retro-stylizowanych terenówek, które łączą w sobie nowoczesność z zamiłowaniem do wypraw w nieznane.

Bronco

Ford Bronco to nie jakaś siuśka nie fajerka, jak inne popierdółki.

Jednak bez względu na to, czy tak w istocie będzie, Ford ponownie udowodnił, że słucha swoich fanów. Nie zawsze się to udaje, jak chociażby w przypadku Focus’a RS, którego nowej generacji po prostu nie ma i nie będzie. Ale Ford potrafi zaspokoić potrzeby niemal każdego. Codziennie rano nakładasz makijaż na twarz i raz w tygodniu chodzisz do manicurzystki, pomimo że w rubryczkach zaznaczasz płeć męską? Nie ma problemu, kupuj E-Mustang’a, jak nakazuje ci twoja nowa religia. Nic nie stoi na przeszkodzie zarabiać na głupocie. Lecz jeśli nie odbiła Ci jeszcze palma, Ford także ma coś dla Ciebie. Nowe Bronco. Terenówkę, która nie boi się wypraw w nieznane. Ford tym samym zrobił to ponownie. Skonstruował brykę nawiązującą do starych, dobrych czasów, gdy faceci nosili brodę nie dlatego, że była modna, a Fordy miały jaja nie dlatego, że ktoś je nimi obrzucił.

Prowadził Mateusz Kania.
Wpis napędzany przez ekipę Moto Z innej Perspektywy | MZiP.

Źródło zdjęć: Wheelsage
Garaż Ford’a

1 Comment

  1. Strona wygląda ładnie, artykuł niestety doczytałem do połowy, odpuściłem z powodu błędów. To jest jakaś zmora naszych czasów, dziwi tym bardziej, że większość edytorów tekstów posiada obecnie sprawdzanie pisowni.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Dużo nowości, wystarczy wybrać.