Lexus IS500

Lexus IS500 F-Sport 2022 r. Nadchodząca premiera, Z dwóch perspektyw.

Lexus IS500 F-Sport z wolnossącą V8-ką pod maską, w końcu zawitał do cenników. Zostanie pogromcą Niemców?

W lutym bieżącego roku świat ujrzał klip video oznajmiający wszem i wobec, że właśnie nadchodzi potencjalny morderca Niemców. Wybaczcie nam to wyrażenie, ale nie jesteśmy w stanie znaleźć innego określenia na to, co ujrzeliśmy. A może nie szukaliśmy wystarczająco długo? Skupmy się zatem na parametrach, bo to właśnie w cyferkach, w głównej mierze mocni są Niemcy. Nasz bohater, zaprezentowany na wyżej wspomnianym filmiku, nazywa się Lexus IS500 F-Sport. Sama nazwa mówi nam, że to nie jest pełnoprawny IS-F. To prawda, otrzymał on silnik V8, będący rozwinięciem konstrukcji z poprzedniego Lexusa IS-F, który niezmiennie ma 5.0 l pojemności, jednak tym razem 479KM i 536Nm momentu. Moc osiąga wysoko, przy 7100 obrotach na minutę, a co jeszcze ważniejsze, jest pozbawiony jakichkolwiek respiratorów.

Lexus IS500

Na papierze wygląda to świetnie, jednak tak jak wspomnieliśmy, Lexus IS500 F-Sport to nie IS-F. Jedynie IS500 z pakietem F, a to kolosalna różnica. Czemu Japończycy zdecydowali się na taki ruch? Cóż, wygląda na to, że najwyraźniej nie czują, że zasługuje on na najwyższą odznakę pełnoprawnego IS-F’a. A może to dopiero preludium i z czasem świat ujrzy jeszcze mocniejsza i ostrzejsza wersja IS-F? Pożyjemy, zobaczymy. Póki co, wiemy na pewno, że będzie dostępny wyłącznie na rynku amerykańskim, za kwotę 61 000 dolarów. Czemu nie trafi do Europy? Cóż, listy dziękczynne możecie wysyłać na adres: Wetstraat 175, B-1048 Brussel, België. Z dopiskiem do rąk własnych przewodniczącego rady Unii Europejskiej. Oraz z „gorącymi” pozdrowieniami od nas.

W Lexusie po moc trzeba sięgnąć. Aż do 7100 obrotów. Ale czy nie po to są właśnie silniki wolnossące?

Wracając jednak do naszego głównego tematu, Lexus IS500 F-Sport w głównej mierze konkuruje z Mercedesem C63 AMG. Niemniej jednak, Toyota ze znaczkiem premium ma pewnego asa w rękawie. Tym asem jest cena, bowiem za gwiazdę na masce, swoją drogą teraz wyłącznie w formie znaczka, ponownie możecie wysyłać listy z podziękowaniami na wcześniej podany adres, trzeba wyłożyć 69 000 zielonych. Czyli 8 tysięcy więcej, niż za Lex’a. W tej cenie otrzymujecie 465 KM z podwójnie uturbionej, czterolitrowej V8-ki. Najlepsze jednak, że właściwie nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Model dostępny na rynku USA to W205, czyli stara generacja. Aktualnie Mercedes wprowadził do oferty jego następcę, W206, który póki co nie ma jeszcze wersji AMG. Rzecz jasna, prędzej czy później taka się pojawi, jednak Niemcy oficjalnie już określili, jaki będzie miała charakter.

Otóż, C63 AMG będzie miało silnik czterocylindrowy, więc jakiekolwiek porównania w stosunku do wolnossącej V8-ki, jaką pochwalić może się Lexus IS500, są kompletnie bez sensu. Póki co jednak, rynek jest na tyle bogaty, że nie wokół samej gwiazdy świat się kręci. Spójrzmy na ofertę Audi, w której znaleźć możemy wersję RS5 Sportback. Za czterodrzwiowe, seksowne coupe, zazwyczaj płaci się więcej, niż za klasyczne sedany. W tym przypadku 75 000 dolarów, czyli 14 tysięcy więcej, niż za Toyotę. W tej kwocie otrzymujemy podwójnie uturbione V6 o pojemności 2,9 l, 450KM oraz 600 Nm. Moc jest nieco niższa, za to moment znacznie wyższy, w porównaniu do wolnossącej V8-ki z Kraju Kwitnącej Wiśni. Powodem jest rzecz jasna turbodoładowanie w Audi, niemniej jednak, wizerunkowo, wciąż brakuje dwóch cylindrów. Szukamy zatem dalej.

Lexus IS500

Porównanie, nawet najlepszej, rzędowej czwórki, do porządnej V8-ki, jest kompletnie bez sensu.

Ostatnie do głowy przychodzi nam BMW M3, które niedawno zmieniło swoją generację. O gustach się rzecz jasna nie dyskutuje, więc ponownie, zajmijmy się samym mięchem. M-trójka dumnie napina mięśnie, na których widnieją dwa napisy. 480KM i 550Nm, za które Bawarczycy krzyczą sobie 70 000 tysięcy dolarów. Parametry niemal identyczne, co w przypadku Lexusa, za to cena o 9 tysięcy wyższa. W dodatku BMW również posiada podwójnie uturbiony, sześciocylindrowy silnik. Jednak tutaj pojawia się małe światełko w tunelu. Otóż za kolejne trzy tysiące zielonych, możemy otrzymać wersję M3 Competition. A ona boostuje osiągi jednostki do 510 KM oraz 650Nm, co wyraźnie deklasuje V8-kę z Japonii. Pytanie jednak brzmi, czy cyferki są w stanie wynagrodzić brak dwóch cylindrów?


Z perspektywy Mateusza.

Na początek postawmy sprawę jasno. Co właściwie wynika z powyższej kalkulacji i po co w ogóle o tym piszemy, skoro i tak na rynku europejskim Lexus IS500 nigdy nie zagości? Otóż, nie będę skrywał, że mam wrażenie, iż model IS w gamie Lexus’a zawsze był traktowany po macoszemu. LS był wielką, flagową limuzyną, która od samego początku dostała V8. GS także mógł konkurować z Niemcami, szczególnie swoją wersją GS-F, również z V8-ką. Najmniejszy IS z kolei, miał wyłącznie jeden, króciutki lot nad kukułczym gniazdem. IS-F drugiej generacji był z góry skazany na porażkę, gdyż zbudowany został na zbyt ciężkiej i kompletnie nieprzystosowanej do takich mocy platformie. We wnętrzu z kolei, de facto był zwykłą Toyotą Avensis, a zatem brakowało jej unikalnego DNA prawdziwego sportowca.

Z resztą, sama historia powstania IS-F’a drugiej generacji, którą opisuje Grzesiek w tym filmie, pokazuje, że nie był on budowany od początku do końca jako sportowiec. Dziś jednak, dostrzegam szansę na porządne przetasowanie kart. Póki co, jedynie dostrzegam, bo Lexus IS500 nie trafił jeszcze do sprzedaży. Ciężko zatem, wistować w ciemno. Niemniej jednak, perturbacje w szeregach Toyoty, w szczególności powrót do korzeni i sportowej tradycji mocno wspierane przez prezesa, Akio Toyoda, rodzą spore nadzieje. Sam Akio jest miłośnikiem motosportu i widać zmianę trendu od 2009 r., kiedy to stał się CEO Toyoty. Najpierw GT-86, później Supra, ostatnio Yaris GR, a w między czasie kilka odmian Lexusów, takich jak LC500 z wolnossącą V8-ką pod maską. Widać, że mocno stawia na rozwój samochodów z duszą i charakterem. A tego bardzo w ostatnich czasach IS’owi brakowało.

Lexus IS500

IS-F drugiej generacji był z góry skazany na porażkę, gdyż zbudowany został na zbyt ciężkiej i kompletnie nieprzystosowanej do takich mocy platformie.

Co istotne, w stosunku do konkurencji, IS będzie po prostu tańszy. W dodatku, jak to Lexusy mają w zwyczaju, nie powinien sprawiać aż tak ogromnych problemów swoim właścicielom. Zarówno pod kątem utraty na wartości, jak i awaryjności. Korelując ten fakt, z ogromnym zaufaniem i zamiłowaniem rynku amerykańskiego do Toyoty oraz Lexusa, istnieje wysoka szansa na to, iż Lexus IS500 F-Sport odniesie tam zwyczajnie sukces. A jeżeli tak się stanie, dostrzegam również szansę dla Europy.

Lexus IS500

Na to, że oficjalnie Lexus postanowi nowego IS’a w wersji V8 wprowadzić na nasz rynek, raczej się nie łudzę. Jednak im więcej tych wozów sprzeda się w Ameryce, tym łatwiej dostępne będą przy późniejszym imporcie. A zatem, tak czy siak, istnieje wysoka szansa, że Stary Kontynent pod władzą szaleńców, także pozna japońskiego samuraja, który jeszcze zanim wszedł na rynek, wizerunkowo skopał tyłek całej niemieckiej trójcy. I to przy użyciu klasycznej, staroświeckiej katany. Bo żadnemu z jego konkurentów, po prostu nie wolno produkować wielkich, wolnossących silników. Dla eurokratów, najwyraźniej są zbyt ostre i niebezpieczne, bo potrafią ucinać śliskie, lepkie paluszki. A po tym, co mogliśmy obejrzeć w klipie promującym IS500, żywię szczerą nadzieję, że wreszcie Akio Toyoda porządnie naostrzył miecz.

Lexus IS500

Z perspektywy Grzegorza.

Niestety, muszę odrobinę sprowadzić Mateusza na ziemię. Powiem Wam, jak to będzie wyglądać. Gdy pojawi się Lexus IS500 na rynku, w mig trafi również na YouTube. A tam zaczną się sypać filmiki, w których dostaje popisowe bęcki od BMW M3 Competition na 400 metrów. Rzecz jasna nikt nie spojrzy na to Z innej Perspektywy. Jedyne co będzie można usłyszeć od niemal wszystkich „ekspertów” i „branżystów”, to pitolenie, jak to Japonia znowu dała de Niemcom. Powtórka z 27 września 1940 r.? Chyba nie tym razem. Bo już dziś, po tym co zobaczyłem, mam całkowicie inne zdanie. Charakter nie jest wartością mierzalną, tak jak czas rozpędzania do setki. On nie kończy się wraz z przekroczeniem linii wyznaczającej odcinek 400 metrów. Charakter to przede wszystkim celebracja tego, co najistotniejsze w samochodzie. Dla mnie, jest to silnik. Biorąc pod uwagę powyższe, jedyne co ciśnie mi się na usta to: Lexus IS500 rządzi.

Poważnie. I abyście mnie źle nie zrozumieli, ten cały charakter nie ma nic wspólnego z tym, czy dany wóz jest lepszy czy gorszy w jakiejś kategorii. Oceniając obiektywnie, dla mnie Audi RS5 Sportback jest dużo ładniejsze. Obsługa centrum rozrywki w Lexusie przypomina przechodzenie głównego boss’a w Call of Duty z jednym nabojem, w dodatku na poziomie super hard. BMW M3 Competition z kolei, można doposażyć w napęd X-Drive. A jak wiadomo, przy takich wartościach mocy czy momentu, najskuteczniejszy na drodze zawsze będzie napęd na cztery koła. Technicznie rzecz biorąc, Lexus IS500 po prostu zostanie pobity i zagoniony do kąta.

Jedyne co będzie można usłyszeć od niemal wszystkich „ekspertów” i „branżystów”, to pitolenie, jak to Japonia znowu dała de Niemcom.

Tylko Z drugiej perspektywy, biorąc pod uwagę charakter silników BMW czy Audi, muszę z przykrością stwierdzić, że są zwyczajnie płaskie. Niczym świeżo rozlane jajko na patelni. Z kolei Lexus IS500, ze swoim wolnossącym V8… nie wiem czy dobrze zrozumieliście, więc powtórzę raz jeszcze. W 2021 r. otrzymujemy sedana klasy średniej, z pięciolitrowym, WOLNOSSĄCYM V8. Toyota zrobiła to z pełną premedytacją. Wolnossące silniki nie służą do wyciskania ostatnich soków na zakrętach czy urywania setnych sekund w wyścigu na ¼ mili. Tę pałeczkę przejęły dziś jednostki turbo, z resztą pomału oddając ją autom elektrycznym.

Lexus IS500

Lexus IS500 powstał natomiast po to, aby pieścić Was muskularnym, głębokim, niczym nie skrępowanym dźwiękiem V8-ki. Będzie się z Wami droczył i grał w gierki, niczym flirtująca kobieta, udająca niedostępną. Będzie Was głaskał i podpuszczał, abyście tym razem wkręcili go odrobinę wyżej. Jeszcze wyżej. Aż do samej odcinki. A wsłuchani w ten niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju dźwięk, będziecie mogli przypomnieć sobie, jak brzmi stara, dobra motoryzacja z charakterem. Dlatego, w tabelkach i na wykresach, Lexus IS500 F-Sport prawdopodobnie przegra z BMW, Audi czy nawet Mercedesem. Ale dla mnie i tak będzie o wiele lepszy, bo ma więcej tego czego szukamy w motoryzacji: CHARAKTERU.

Lexus IS500

Prowadził Mateusz Kania,
tuningował Grzegorz Chęciński.
Wpis napędzany przez ekipę Moto Z innej Perspektywy | MZiP.

Źródło zdjęć: Wheelsage
Garaż Lexus’a

3 Comments

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Dużo nowości, wystarczy wybrać.